• 1zzz

    Strona jagodzin.pl została uruchomiona w nowej wersji.

  • 2

    Artykuły archiwalne będą sukcesywnie przywracane.

  • 3

    Do czasu zakończenia prac strona może działać nieprawidłowo

  • 4

    jagodzin.pl

Copyright 2017 - Custom text here

W wielkich borach, rozpościerających się wokół Jagodzina, żyły w dawnych wiekach ogromne stada wilków. Dokonywały one wiele szkód, porywały owce i kozy. Nawet psy na uwięzi nie mogły czuć się bezpiecznie. Szczególnie groźne stawały się zimą. Całymi stadami krążyły wokół ludzkich siedzib, a ich okropne wycie rozlegało się w promieniu wielu kilometrów. Okolicznym mieszkańcom nie wolno było wejść do pańskiego lasu. Z powodu dużego zagrożenia ze strony wilków, kopali oni tak zwane "wilcze doły" na obrzeżach borów, toteż było ich tam bardzo wiele.

I stało się tak, że jeden z drapieżników wpadł do dołu. Właśnie w tym samym czasie szedł pewien wesoły muzykant ze Starego Węglińca do Ruszowa, aby grać w tamtejszej karczmie do tańca. Muzykant był bardzo wesoły, gdyż wypił sobie parę kufelków piwa i podśpiewywał po drodze. Kiedy ciemną nocą, powłócząc ledwie nogami wracał do domu, zgasła mu latarka. Zboczył przez to z drogi i wylądował w wilczym dole. Na nieszczęście wpadł do tego samego dołu, gdzie poprzednio wylądował już wilk. By wyrazić swoje niezadowolenie z niewoli i jednocześnie zaspokoić głód, chciał się wilk rzucić na nowego współtowarzysza, aby go pożreć. Jednak skoczył na skrzypce, które wystawił muzykant, aby się bronić. Przeraził się niesłyszanego dotąd dźwięku, odskoczył w swój kąt i wlepił błyszczące ślepia w czarne, grające pudło.

Dzięki tej niemiłej przygodzie muzykant szybko otrzeźwiał, rozejrzał się w swoim położeniu i zorientował się, jak może utrzymać wilka na odległość. Zaczął grać na skrzypcach, a tak długo bez chwili przerwy nie grał jeszcze nigdy w swoim życiu. Strach przed wilkiem kazał mu ciągnąć smyczkiem po strunach. Również dla wilka spotkanie to nie należało do przyjemnych. Najeżywszy się, przykucnął w przeciwległym kącie dołu, rozmyślając, jak pozbyć się tego dziwacznego brzdękolenia.

Kiedy poranek pozwolił odróżnić pierwsze kształty, przemyślał muzyk, jak wyjść z tej opresji. Odkrył parę korzystnych zagłębień w ścianach swojego więzienia. Lecz za każdym razem, kiedy przestawał grać, wilk szykował się do skoku. Musiał więc za wszelką cenę grać dalej. Grał i postępował coraz wyżej, aż w końcu wydostał się z pułapki. Tak szybko, jak go tylko drżące nogi nieść mogły, pobiegł do domu i doniósł o swoim okropnym nocnym przeżyciu. Uwierzono mu dość łatwo, gdyż w przeciągu jednej nocy posiwiał.

Mieszkańcy Jagodzina ruszyli jeszcze tego samego ranka uzbrojeni w dzidy i żelazne drągi, aby zabić wilka. Poszła z nimi też córka pewnego chłopa, gdyż była bardzo ciekawa. Aby złapanego wilka lepiej zobaczyć, stanęła, pomimo ostrzeżeń, na krawędzi dołu, pośliznęła się i wpadła do środka. Głodny wilk rzucił się na nią, powalił na ziemię i odgryzł jej ucho. Z trudnością odpędzili chłopi wilka od dziewczyny. W końcu dobrze wymierzonym pchnięciem dzidy, udało im się go zabić. Dziewczyna leżała potem chora przez wiele miesięcy, zanim otrząsnęła się z wielkiego przerażenia. Wilcze doły znane są do dziś wszystkim mieszkańcom okolicznych wiosek. Od wielu lat nie ma tu już wilków. Rowy te z biegiem lat powoli zasypano. Nie są już tak głębokie jak kiedyś. Nawet dzieci do nich wchodzą, kiedy dostrzegą w nich kapelusze grzybów. A niekiedy wpadają do nich także rozweseleni muzykanci.

źródło: "Sagi Łużyckie i Śląskie" Henryk Pietruszczak

stat4u